To my readers in Bhutan - I will be in your country in mid August. Feel free to drop me a line. My email address is in the contact page. See you soon!

Sunday, February 1, 2015

On bloggers and ingredients

Today let's talk about ingredients.
In cosmetics. In makeup and skincare products.

What inspired this post was a comment exchange I had earlier this week with a certain beauty blogger. She happened to like the Lancome Miracle Cushion (my review - here), and that's fine. I'm sure many people love it and for them it's the best thing since pushup bras.

What was surprising was her explanation why. She had tried Korean cushions before - from Etude House and Laneige. And claimed that both of them broke her out. I'm not surprised by that. Every skin is different and we all have different breakout triggers.
But the blogger claimed that Korean cushions (as well as BB creams and foundations) are loaded with parabens, and she specifically singled out parabens as the reason for her breakouts.
According to her, the Lancome cushion is compatible to her skin, because what's inside it is better than what's inside Korean cushions.
When I pointed out how ill-informed and on how many levels that comment was, she deleted my replies. Oh well...

But that just goes to prove yet again that ingredient listings are a dangerous thing, especially in the hands of people who can't read.
Because if you blame your skin troubles on parabens in certain products, it might be a good idea to first check if there are parabens in said products. If there aren't any, you will end up looking less than credible, no matter how many comments you delete.

Dzis porozmawiajmy o skladach kosmetykow.
Czas najwyzszy.

Inspiracja do dzisiejszego wpisu byla wymiana komentarzy z pewna blogerka kosmetyczna (niepolska). Bardzo polubila sie z Lancome Miracle Cushion (moja recenzja tej poduszki - tutaj). I w porzadku. Wiele osob uwaza ta poduszke za cud, miod i orzeszki.

Co bylo dziwne w tym przypadku, to jej wyjasnienie dlaczego.
Otoz, probowala ona poprzednio koreanskich poduszek - Etude House i Laneige. I twierdzi, ze po obu z nich bardzo ja wysypalo. To samo w sobie nie jest dziwne. Kazda cera jest inna i reaguje inaczej.
Ale ta blogerka nie zatrzymala sie w tym miejscu i pedzila dalej.
Twierdzi ona, ze koreanskie poduszki (jak i BB kremy i podklady) sa naladowane parabenami i specjalnie podkreslila, ze to wlasnie parabeny ja wysypuja.
Wedlug niej, Lancome Miracle Cushion ma o wiele lepszy sklad niz koreanskie produkty.
Kiedy usilowalam jej wyjasnic, ze jest zle poinformowana na temat skladow koreanskich kosmetykow, usunela moje komentarze, zostawiajac tylko te, ktore "potwierdzaja" jej punkt widzenia.

To tylko dowodzi, ze sklady INCI to bardzo niebezpieczna rzecz, szczegolnie w rekach ludzi, ktorzy nie potrafia czytac.
Bo jesli winisz parabeny za swoje problemy skorne, to moze dobrze byloby zaczac od sprawdzenia czy dany produkt w ogole ma je w skladzie. Bo jesli nie, ale nadal upierasz sie przy swoim, to wyjdziesz na malo wiarygodna blogerke, bez wzgledu na to ile komentarzy skasujesz.





Like most of us, I use a lot of skincare products. I slather chemical compounds on my face, and other body parts, several times a day. All in the name of health and beauty.

Whether a cosmetic is natural, organic, or straight from the lab, does not matter to me.
What matters to me is whether its price tag reflects the contents.
Sadly, more often than not, this is not the case. We end up paying for pretty packaging and a luxury-evoking legacy name (yes, Global Shiseido, I'm looking at you!)
I don't mind bare bones ingredients, as long as the price of the product is also bare bones. By the same token, I'm willing to pay, even pay a lot, for ingredients and formulas that will never be found in cheap drugstore cosmetics. Whether those ingredients and formulas are proven to work, that's a whole different story. But hey, it doesn't hurt to try, right? Right.

Jak wiekszosc z nas, uzywam wielu kosmetykow. Klade na twarz i na cialo chemiczne czasteczki kilka razy dziennie. Wszystko dla zdrowia i urody.

Czy kosmetyk jest naturalny, organiczny, czy laboratoryjny, nie ma dla mnie najmniejszego znaczenia.
Co ma znaczenie to fakt, czy cena kosmetyku odzwierciedla jego sklad.
Niestety, bardzo czesto, nie. Placimy za piekne opakowania i mit markowej nazwy przywolujacej na mysl luksus (tak, globalne Shiseido, do ciebie pije).
Nie mam nic przeciwko ubogim skladom w kosmetykach, o ile ich cena tez jest dla ubogich.
I tak samo, jestem w stanie zaplacic duzo za skladniki i formuly, ktorych nie znajde w osiedlowej drogerii. Czy te skladniki i formuly dzialaja, to juz zupelnie inna bajka i temat na inny wpis. Ale przeciez nie szkodzi sprobowac, nieprawdaz?

~~~

Personally, I don't believe that the fountain of youth and smooth skin will come to us purely from nature. If it existed in nature, we'd have it by now, I'm pretty sure. Nature can offer us a lot of help, but the key to stopping cell death will be developed in a cutting edge research lab using bioengineering and genetic science.
What it means to me is that I am equally willing to try cosmetics full of natural plant extracts, as well as exclusively lab born and bred chemical wonders.
I don't discriminate. Or maybe I discriminate equally. What an ox and moron.
I believe in better living through chemistry. And the more varied products I try, the better I know my skin.

Usually I try to stay away from deep and pseudo-scienfitic ingredient analyses, because simply, I'm not a scientist. But I know what cosDNA is for and, usually, before I start spewing nonsense, I try to check what the system has to say. It's there for a reason, you know. Because maybe it's not the parabens that are breaking you out (especially if there aren't any in a product you are talking about), but other acne triggers and skin irritants.


Osobiscie nie wierze, ze zrodlo wiecznej mlodosci i gladkiej skory trafi do nas z natury. Gdyby istnialo w naturze, juz bysmy byli na jego tropie. Natura ma wiele co zaoferowania i wspomaga nasze wysilki ku wiecznie gladkiej cerze, ale klucz do zatrzymania zmian starzenia na poziomie komorkowym zostanie odkryty w laboratorium naukowym, przy uzyciu najnowszych osiagniec w dziedzinie biotechnologii i inzynierii genetycznej.

Dla mnie znaczy to tyle, ze jestem tak samo sklonna uzywac kosmetykow pelnych naturalnych skladnikow i ekstraktow, jak i tych "pelnych chemii".
Nie dyskryminuje. A raczej - dyskryminuje wszystko na rownym poziomie.
Moje motto to "lepsze zycie dzieki chemii". I im wiecej roznych kosmetykow probuje, tym lepiej poznaje swoja cere.

Zazwyczaj staram sie trzymac z daleka od pseudo-naukowych analiz skladnikowych, bo po prostu nie jestem naukowcem w tej dziedzinie. Ale wiem czym jest cosDNA i zazwyczaj, zanim zaczne bredzic od rzeczy, sprawdzam co ten system ma do powiedzenia o skladzie danego kosmetyku. Bo to moze nie parabeny cie wysypuja (szczegolnie jesli produkt o ktorym mowisz ich nie ma!), a inne substancje oznaczone jako potencjalne przyczyny problemow skornych.

~~~


For what it's worth, according to cosDNA Etude House Any Cushion is relatively free off acne triggers and major irritants.
Laneige cushion has a couple of 4-point acne triggers (Ethylhexyl Palmitate, and Isopropyl Palmitate).

Wedlug cosDNA poduszka Etude House nie zawiera zadnych silnych wysypywaczy.
Poduszka Laneige ma dwa skladniki oznaczone jako silne (4 punkty) potencjalne przyczyny wypryskow - Ethylhexyl Palmitate, and Isopropyl Palmitate.



But surprise, surprise, so does Lancome Miracle Cushion - Isopropyl Myristate (which according to cosDNA is a major acne trigger) and Ethylhexyl Palmitate. 

Ale niespodzianka, rowniez Lancome Miracle Cushion - Isopropyl Myristate (wedlug cosDNA stoi wysoko w kategorii "wysypywaczy") i Ethylhexyl Pamitate.



Link to the Lancome Miracle Cushion cosDNA analysis - here.
Link do analizy na stronie cosDNA - w zdaniu powyzej.


And as for parabens... well...
Apart from first checking if a given product has any, it might be a good idea to actually find out what parabens are what they do. But that would take some effort. And who has time for that?
Nonsensical pseudo-science is so much easier, right?

Even if you are allergic to science, Of Faces And Fingers (Beauty with an analytical perspective) has a very good write-up on parabens, in English, using simple words that even the dumbest blond (like me!) should be able to grasp. Enjoy!

A w temacie parabenow... hmmm...
Oprocz sprawdzenia skladu, czy dany kosmetyk rzeczywiscie je zawiera, dobrze byloby dowiedziec sie czym te parabeny sa i jakie maja zadanie. Ale to wymagaloby wysilku. A kto ma czas i ochote na wysilek?
Pseudo-naukowe bzdury sa przeciez duzo latwiejsze.

Nawet jesli masz alergiczna reakcje na nauki scisle, ten blog - Of Faces And Fingers (Beauty with an analytical perspective) ma bardzo dobry, rzetelny i szczegolowy wpis na ten temat. Nawet najglupsza blondynka (taka jak ja!) powinna zrozumiec o co chodzi. Wpis jest po angielsku, niestety.

18 comments:

  1. Składnikowi ignoranci to jedna rzecz - ja miałam ostatnio do czynienia ze składową fanatyczką, najwyraźniej ogarniętą jakąś obsesją - i nie wiem, co jest gorsze. Wpierała mi na pewnym znanym polskim forum, że to NIEMOŻLIWE, że ampułka peptydowa Mizona matowiła mi cerę sama z siebie na cały dzień bo przecież W SKŁADZIE NIE MA SKŁADNIKU, KTÓRY BY POWODOWAŁ TAKI EFEKT! Więc ja sobie bzdury wymyślam i najwyraźniej halucynacje przez 3 miesiące jej używania miałam!
    Aż nie mogłam uwierzyć, co czytam, serio. Nie wdawałam się z nią w dysputy bo stwierdziłam, że szkoda mojego czasu.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja sama jestem skladowa ignorantka. Nie znam sie na skladnikach zupelnie, ale jesli mam zamiar krzyczec, ze cos jest "be", to niech przynajmniej dany produkt ma to "be".

      Delete
    2. Nie doprecyzowałam - w określeniu "składnikowi ignoranci" chodziło mi o właśnie taki typ osób, jak ta bohaterka Twojego posta :D Zmyśla, aż się kurzy, a nawet do składu nie zajrzała i robi z siebie pośmiewisko ;)

      Delete
    3. Skoro zawiera peptydy to matowi. Zdrowa skóra jest matowa, a "przestrzenna", ładnie odbija światło, no zdrowa jest po prostu, a peptydy pomagają to osiągnąć. A co do składomaniaczek i ignorantek - okej, rozumiem, że jest się fajnie czasem powymądrzać, ale błagam i jedne i drugie, zanim zaczną wieszać na czymś psy, niech się dowiedzą co to jest za substancja i jak się ma do ludzkiego ciała. Przykład? PEG40 czyli uwodniony olej rycynowy i blogerka, która krytykuje jego obecność w składzie, a stosuje OCM...
      Pozdrawiam znad podręczników do biochemii (ach, sesja), Thairea

      Delete
    4. Thairea, zazdroszczę wiedzy biochemicznej :) Odkąd zaczęłam się interesować kosmetykami i składami stwierdziłam, że bardzo by mi się taka wiedza przydała. No ale na te akurat studia już nie pójdę ;)

      Delete
  2. Ja składowo jestem pośrodku: wiem czego szukać w składach:) Nie wariuję jednak gdy coś mi pasuje ale składowo jest średnie.

    ReplyDelete
    Replies
    1. ja tez nie wariuje, jesli mi pasuje choc skladowo jest ubogie. Wariuje, kiedy za sredni, lub mniej niz sredni sklad, firma zyczy sobie kokosy. Wtedy piana cieknie mi z pyska.

      Delete
  3. I quite enjoyed this! and yes it gets boring really fast how much people throw around pseudo sciencey mumbo jumbo around in regards of skincare

    ReplyDelete
    Replies
    1. Thank you! I guess I should take on the topic of collagen supplements next, hahaha! :-)

      Delete
  4. Teraz taka moda jest, że trzeba znać się na składach i głośno o tym mówić.
    Ja to generalnie olewam i używam tego co mi służy. Unikam parafiny, bo mi oblepia paszczękę i zasyfia równo.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Moda, powiadasz? Pol bidy jak sie ktos rzeczywiscie zna i o tym mowi. Ale najczesciej niestety, i najglosniej, krzycza wlasnie takie ekspertki, jak panna opisana w tym poscie.

      Delete
  5. I agree. I find that sometimes, people/individuals get misinformed about these type of ingredients a lot either by cosmetic companies or some other bloggers *cough* Caroline x *cough*, or the one you stated above. Further, products omitting parabens would only cause it to be contaminated with bacteria and such at a quicker rate since it does not contain preservatives (parabens), so I really do not understand what some beauty "gurus" are talking about (http://ec.europa.eu/health/scientific_committees/consumer_safety/docs/sccs_o_041.pdf ; journal of toxicology) - they also mentioned that it was extremely safe to include parabens in cosmetics, so yeah.
    I mean, I find people who single out parabens and deem it 'toxic' these days are awfully misinformed.If a snake bites you, yes the venom would kill you. But taking that same venom to create a antidote/antivenom would probably save your life. With the same analogy, parabens (to some) might be "toxic" (*sighs*) but if it was, surely major cosmetic coorperations such as olay(owns e.g. SK2)/l'oreal (Lancome,TBS etc) would be closed down and chased/hunted by the FDA/KFDA/EU for including it in most of their products.

    Anyways, really enjoyed your blogpost on this topic! Hope consumers would be better informed though.

    ReplyDelete
    Replies
    1. And the best was when I actually read a well-known and respected beauty blogger spouting nonsense that parabens are banned in skincare products in Japan. I thought I was living in some other alternate reality. I had to go to the bathroom and actually start checking the labels, just to make sure it was that blogger going coocoo, and not me.

      Delete
  6. Pobronie panny z posta
    -matowienie to zadzialanie NA SKORZE najczesciej jakas wariacja na bazie mineralow /glinki/
    --dzialanie peptydow to nie dzialanie NA SKORZE tylko w skorze
    -MIZON nie zawiera glinek wiec nie moze matowic, moze pomoc wrocic skorze do rownowagi
    -zdrowa skora to nie jest skora matowa-prosze sie przyjrzec dzieciom, maja delikatny satynowy polysk, dlatego tak nas zachwyca skora Azjatek ktora wlasnie bucha wigocia nawilzeniem etc
    -twierdzenie ze MIZON zmatowil jest bez sensu, no chyba ze panna uzywa samego MIZONA, zadzialalo tu co innego MIZON sprawil ze skora zniszczona dostala budulca bo tym sa peptydy i zaczela wracac do rownowago co NIE MA nic wsolnego z matowieniem,,,,

    Carrie
    P.S. Lubie blogi, ale jak czytam akcje w stylu nie-blogerka nie ma acji bo my-blogerki wiemy, bo ksiazke przeczytalysmy to ja nie wiem smiac sie, plakac czy poczekac az na blogaskach przestana blyskac wiedza z pierwszego roku?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Powiem tyle, nienawidze matowej skory. Wyglada okropnie. Wlasnie mnie zainspirowalas do popelnienia kolejnego posta. :-)

      Delete
  7. A ja mam sklady gdzies ! sorry, ale najwazniejsze ze produkt X czy Y nadaje sie dla mojej skóry, a po n im skóra mi nie wariuje itd.
    A nie ma nic gorszego jak "znawczynie" skladów, które kazdy skladnik rozkladaja na czynnikim pierwsze! po prostu nie mam na to ochoty! Wiec prosze mi nie wytykiwac na temat skladów i nie nazucac uzywania tylko "zdrowych skladowo" produków bo ja tez ludzi nie zmuszam do uzywania np. produktów Chanela. Nóz w kieszeni mi sie otwiera! A jak w komentarzach czytam a jaki sklad ma ten czy sramten produkt to po prostu pisze wejdz na strone producenta! szczególnie na blogach polskojezycznych jest mania skladów i wiele osób bardzo sie na ich temat spiera i madruje! Grrr.... do znudzenia!

    ReplyDelete
  8. Zgadzam się w dużej mierze z Karo - dla mnie najbardziej istotne jest czy kosmetyk MI pasuje. Nie mam skóry wymagającej, czy skłonnej do podrażnień, nie muszę przesadnie uważać. Zgadzam się też z autorką bloga - czymże byłoby nasze życie bez chemii. Z drugiej strony cudowne, naturalne składniki to też chemia i może być tak samo drażniąca, czy szkodliwa jak ta laboratoryjna. Nie twierdzę, że nie mam swoich małych fobii kosmetycznych: np. nie znoszę wszechobecnych silikonów. Nie znaczy to, że nie kupuję niczego co ma je w składzie, ale wolę jak nie są na drugim miejscu, zaraz po wodzie.
    W ocenie niektórych składników wspieram się stroną http://www.paulaschoice.com/cosmetic-ingredient-dictionary/ . Wiadomo ich kosmetyki są najlepsze:), ale jak odłożymy to na bok można tam znaleźć rzetelne informacje poparte artykułami naukowymi (dla chętnych). Dodam, dla jasności, że z wykształcenia jestem chemikiem i tym bardziej śmieszą mnie argumentacje i wywody niektórych blogerek, które miały oby tróję z chemii, a teraz z niezachwianą pewnością siebie interpretują cześć nazwy składnika, nie zauważając w swej głupocie, że np. sód różni się od chlorku sodu, o zawiłościach chemii organicznej nie wspominając. O, przypomniałam sobie, chodziło o bardzo szkodliwy styren, który znalazł się w jakimś paskudnym kosmetyku. Trudno było doczytać i zrozumieć że styrene/acrylates copolymer to nie styren i nie ma z nim nic wspólnego pod względem właściwości. Nie mogę pojąć po co ośmieszać się w ten sposób. Kiedy czasem irytuję się na tę głupotę, mój mąż ze stoickim spokojem pyta po co to czytam - no właśnie, jakieś masochistyczne skłonności mnie do tego pchają , to pewne.

    ReplyDelete

Anonymous and/ or unsigned comments will be deleted. No exceptions. All comments are moderated and will appear after approval.

Anonimowe komentarze bez podpisow beda ignorowane. Bez wyjatkow. Komentarze sa moderowane.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...